poniedziałek, 12 maja 2014

Pustynia (1)

Stałam na rynku i byłam wyraźnie zbita z tropu.
-Pytam:Co jest, kuźwa?
Paru przechodniów spojrzało na mnie. Zapewne niecodziennym widokiem była dziewoja obracająca się w kółko i krzycząca na Bogu ducha winnych policjantów.
Stałam rozjuszona. Nie dość, że miałam kaca po wczorajszej bibie, że postaci wokół mnie bladły z każdym mrugnięciem oka (Qrna, czyżbym jeszcze nie wytrzeźwiała?), że jest cholernie gorąco, to jeszcze w dodatku najwyraźniej zgubiłam się w swoim rodzinnym mieście.
-Co jest, kuźwa?!
Zaschło mi w ustach i nogi miałam jak z waty, więc szybko podeszłam do ławki i  usiadłam na niej.
Zaraz jednak krzyknęłam, bo ławka zniknęła, a ja wylądowałam na ziemi.
Zaraz też poczułam, że ogarnia mnie słabość.
Odpłynęłam. Zemdlałam.
                 ***
Pierwsze, co poczułam, to żar lejący się z nieba. Zakryłam oczy dłonią i przewróciłam się na drugi bok. Jeśli to jest sen, to przynajmniej chcę go dośnić do końca.

Nie dane mi było jednak długo pospać, bo zaraz ktoś obudził mnie kopniakiem.
-Wstawaj!
 Przetarłam wyjątkowo dziś suche oczy i spojrzałam na ową osobę.
Ową osobą był facet. Wyjątkowo zresztą nadobny, lecz to w tej chwili mnie nie obchodziło, bo chciałam się, co i jak.
-Gdzie ty mnie uwiozłeś?!-warknęłam.
Owa osoba był najwyraźniej w kiepskim humorze, bo w jego oczach dostrzegłam coś na kształt agresji.
-Gdzie ty mnie uwiozłeś?-powtórzyłam.-Rozejrzyj się.
Ponieważ słońce mocno świeciło, podniosłam dłoń i przytknęłam do brwi.
Wokół mnie był tylko piasek, wydmy, piasek, wydmy. I nieskończenie daleko umieszczony horyzont. Pustynia!
Spojrzałam na faceta, który tak niegrzecznie mnie obudził. I, niewiele myśląc, ostrożnie się podniosłam. Kurczę, jaki wysoki! Ze dwa metry ma.
Spoglądał mi głęboko w oczy. Nagle wpadłam na pomysł. Trochę rozpaczliwy, ale to był jedyny który przyszedł mi do głowy.
-Ojej, co to takie wielkie?!-wzkazałam w lewo, by odwrócić jego uwagę. Podążył wzrokiem za moją ręką.
I wtedy zaczęłam uciekać. Biegłam przed siebie, nie oglądając się do tyłu.
Ale... W sumie tylko się zmęczyłam, bo dogonił mnie po kilkudziesięciu metrach.
-Co ty wyprawiasz?-wysyczał mi wściekle do ucha i zaczął ciągnąć mnie do miejsca, w którym się obudziłam.
Byłam naprawdę wściekła, mogłabym go zabić.
-Czy powiesz mi wreszcie, jak się tu znalazłam? I co chcesz ze mną zrobić?
Owa Osoba odwrócił się gwałtownie.
-Zabroniono mi o tym mówić.-Wzruszył ramionami.-Ale OK. Masz, co chciałaś.

środa, 7 maja 2014

Hania (4- ost.)

-Idę z wami- oświadczyłam zdecydowanie i wyskoczyłam z łożka. Ból nie był już taki istotny, choć, Boże! Bolało mnie cholernie mocno. Ale Kaja  jest w niebezpieczeństwie, i to jest tysiąc razy ważniejsze niż mój obolały tyłek.
Fabian protestował.
-Przecież...
-Mogę wypisać się na własne żądanie.
-Ale nie mamy czasu.
Spojrzałam na policjantkę. Była zamyślona. Odezwała się w końcu:
-Tak, to zdecydowanie zły pomysł. Nie martw się, przywieziemy ci córkę całą i zdrową. No i musimy ująć Ewę Gabik, inaczej będzie sobie poczynać coraz śmielej.
Zrezygnowałam.
-Tylko zaopiekujcie się Kają.
Policjantka wyszła. Fabio posłał mi pełne troski (a może i czegoś więcej?) Spojrzenie. Pocałował mnie nieśmiało w policzek i ruszył za Darzańską.
Ja próbowałam zasnąć.

Przyśnił mi się koszmar. Byłam w mieszkaniu Ewy. Wyglądało jak zawsze: ściany pomalowane na łososiowo, biały i puszysty dywan na podłodze, narożnik z jasnym obiciem w salonie. A mimo to czułam coś niecodziennego. Obcy element.
Zajrzałam do łazienki.
Ogarnęły mnie mdłości.
Moja Kaja siedziała na sedesie. Była jak sparaliżowana ze strachu. Przed nią klęczała Ewa.
-I będziesz cierpieć-syczała dziecku do ucha.- Będę cię lała codziennie.
Moja córeczka nie płakała. Mimo to w jej oczach widziałam strach.
Jęknęłam, gdy moja przyjaciółka z całej siły uderzyła Kaję w twarz.
Rzuciłam się na nią. Miałam nieopanowaną ochotę wydrapać jej oczy. Ewa odwróciła się szybko i złapała mnie za rękę.
-Co?!-Zaskrzeczała.-Myślisz, że dostaniesz swoją córuchnę?Ja mogę puścić cię wolno, ale dzieciak jest mój.
Zawyłam z rozpaczy. Ewa wymierzyła mi siarczysty policzek.
-Zamknij ryj-rozkazała z pogardą.
Po czym zwróciła się do Kai:
- Widzisz, gdyby twoja głupia matka dałaby się załatwić, nie siedziałabyś tutaj, ty mały oblechu.
Córcia spojrzała na mnie z rozpaczą. Szepnęłam do niej:
-Nie łam się.
Do Ewki zaś powiedziałam:
-Dlaczego? Dlaczego chciałaś mnie zabić?
Prychnęła urażona.
-Dlaczego? Fabian, ot i wszystko.
Moje oczy zrobiły się wielkie jak spodki.
-Fabian?
Ewa zaśmiała się pogardliwie.
-Tak, Fabian. Twój eks, którego chciałam zdobyć. Daremnie.
Musiałam usiąść na brzegu wanny.
-I tylko dlatego? Ze względu na niego?
Jej oczy pałały gniewem.
-Tak! Ale on kocha tylko ciebie!
-Mnie?!
-Tak, ciebie, ty głupia dziwko! A ty wcale na to nie zasłużyłaś!
Poczułam, że mdleję.

Obudziłam się, gdy ktoś rzucał mi się w objęcia, tym razem na jawie.
-Kaja!-roześmiałam się.- Wszystko dobrze?
Moja śliczna córcia przytuliła się do mnie mocniej. O ile to możliwe.
-A może być inaczej?
Wtedy wszedł Fabian. Pochylił się, by pocałować mnie w policzek.
-Spójrz!-odwróciłam jego uwagę, wskazując w kierunku drzwi.
I wtedy przyciągnęłam go do siebie i pocałowałam. Prosto w usta.
-Co ty...-zaczął, ale szybko odwzajemnił całusa.
Głaskałam go po włosach. Czułam, że go kocham. Że on mnie kocha. I że dojrzałam do naszej miłości.
-Nic już nie mów, kochanie. Nic już nie mów.

KONIEC

wtorek, 6 maja 2014

Hania (3/4)

Mój  szloch skutecznie zagłuszał Fabiana. Z trudem, bo z trudem, ale jednak słyszałam (a może mi się tylko tak wydawało?), jak nawoływał:
-Kochanie! Co ci jest?!

Mimo bezgranicznej rozpaczy, spowodowanej powrotem wstrząsających wspomnień zawyłam z wściekłości. Choć wszystko, a nawet więcej, bolało mnie jak cholera, to wyskoczyłam z łóżka i z całej siły uderzyłam go w twarz.
-Ja ci, kurna, dam kochanie-po czym wlazłam ponownie do łóżka.
Fabian, chyba zdenerwowany, a na pewno zdumiony i przyciskający dłoń do policzka.
- To jak mam do ciebie mówić? Moja-była-żono-która-stwierdziła-że-nasz-związek-się-wypalił?
Roześmiałam się.
-Mi tam pasuje. A teraz na poważnie.-Zadrżałam.-Ja... myślę, że część moich wspomnień wróciła.
- Z napadu?
-Nie, z wakacji w Mielnie- wściekłam się. W sumie dlaczego? On tylko nazwał rzeczy po imieniu. To, co przeżyłam, było napadem.
Kurna, z oczu znowu poleciały mi łzy. Znowu. A ja musiałam być twarda. Chłodna. Opanowana. Odcięta od uczuć.
Wbrew mojej niechęci Fabian objął mnie ramieniem. Nie miałam siły (no i  w ostateczności ochoty), by się wyrywać.
Zapytał mnie z troską:
-Co pamiętasz?
Westchnęłam.
-Sporo, ale nie wszystko.
-Poczekamy do jutra, czy...
-Yyy, jak dla mnie, to wolałabym mieć to za sobą.
-A więc doskonale. Wiesz co, chyba zadzwonię do policjantki, ona też chciałaby to usłyszeć.
Przełknęłam ślinę.
-Ok-odparłam lakonicznie.
Podczas, gdy Fabian rozmawiał, ja omiotłam wzrokiem mój pokój. Wzdrygnęłam się. Fuuu! Jaki on brzydki! Ciemny sufit i żółta tapeta w niemniej żółte misie. I śmierdziało czymś niezidentyfikowanym, wolałabym nie wiedzieć, czym.
To z pewnością przywodzić mogło na myśl nie szpital, a coś w rodzaju umieralni. I raczej nie tylko mnie.
Spojrzałam na Fabiana. Cóż, miał już trzydzieści sześć lat, ale wyglądał całkiem niebrzydko. Jak James van der Beek, tylko że: a) miał bardziej niebieskie oczy b) ciemniejsze włosy c) nie miał zarostu. Łuuuh, ale ma niezły tyłek! Podczas naszego małżeństwa udawałam, że nie widzę zachwyconych spojrzeń, od bab z kościoła do przedszkolanki Kai.
Fabian, mówcie, co chcecie, w końcu panuje wolność słowa, to wspaniały gościu. To nie są puste słowa. Mój eks jest wrażliwy, nieśmiały, typowy romantyk. Troskliwy, czuły, pełen wewnętrznego ciepła. Bardzo kocha naszą córcię. I chyba mnie, co jest najgorsze, bo on w ten sposób psuje naszą przyjaźń. Kurde, żebym się tylko nie pobeczała. Dwa miesiące po rozwodzie, a ja tęsknię? Nigdy!

Mój były skończył rozmawiać i podszedł do mnie.
-Jak się czujesz?- rzucił.
-Wspaniale- powiedziałam z sarkazmem.
Fabian pogładził mnie po policzku.

Policjantka przyjechała kwadrans później. Skuliłam się w sobie, bo wiedziałam, że zaczną się pytania.
Ok, jestem gotowa. Tylko muszę wyłączyć serducho. Bo potrzebny mi chłodny i jasno myślący mózg.

-Jak to się stało?
- Byłam w ogródku, gdy ktoś zaszedł mnie od tyłu.
- Co ci zrobił napastnik?
-ranił mnie nożem i próbował mnie udusić.
-Widziałaś go?
-Tak. Nie zasłonił twarzy.
- I wiesz, kto to?
Wybuchnęłam płaczem. Poprzednio był to szloch rozpaczy. Teraz to strach czystego, okropnego strachu.
-To...-wyszeptałam Fabianowi do ucha.
Fabian jęknął i wypuścił powietrze z płuc. Musiał usiąść, w przeciwnym razie by zemdlał.
-A ona została z naszą córką!

poniedziałek, 5 maja 2014

Hania (2/4)

Obudziłam się z myślą, że coś jest nie tak. I to do tego stopnia nie tak, że... Otworzyłam oczy, ale ostre światło, sprawiające mym gałkom prezent w postaci fizycznego bólu, zmusiło mnie, bym zacisnęła powieki.
-A więc reaguje na światło. To dobrze.
Obcy mi głos. Życzliwy, a jednocześnie bardzo surowy.
-Haniu?
Ten głos natomiast  znam. Tylko do  kogo... Ach, tak, Fabian, mój eks.
Mimo nieznośnego bólu odważyłam się minimalnie podnieść powieki. Aaaa... Mam za sucho w gardle, by jęczeć.
-Daria, zgaś światło, pacjentkę boli głowa. Już nie śpi.
Żeby tylko głowa, pomyślałam ze wstydem. Poranione plecy, nogi, ręce, dłonie i tak dalej. Nie jestem nawet pewna, czy na tyle dobrze znam szczegóły anatomii, by określić, co jeszcze.
-Ja...-wykrztusiłam.
-Wszystko będzie dobrze- powiedział Fabian i wyciągnął rękę, chcąc pogładzić mnie po policzku. Przytuliłam się do jego dłoni. -Czy Kaja...
- Z naszą córcią wszystko w porządku. Ewka się nią zajęła. Obie zresztą się o ciebie martwią.-Powiedział Fabian z czułością. Co? Z czułością? Przezwyciężyłam chęć odesłania go do diabła. Był moim byłym mężem, tylko i wyłącznie, który mógł się ze mną przyjaźnić, opiekować się Kają, ale to wszystko. A on mnie gładzi po policzku i pociesza! Co sobie o mnie pomyśli? Wolałabym tego nie  wiedzieć.
Właściwie...
Dlaczego w ogóle jestem w szpitalu?
Dlaczego wszystko mnie boli, czemu mam kłopoty z mówieniem?
I jakim cudem mój eks Fabio siedzi przy mnie i zapewnia, że wszystko będzie OK?
Obudziłam się z myślą, że coś jest nie tak. I wciąż trwam przy tej myśli.
Obudziłam się z myślą, że coś jest nie tak.
No nic, nie będę zadręczać się pytaniami, na które i tak nie znajdę odpowiedzi. Albo znajdę, tyle że za dziesięć lat. Albo za sto. W następnym wcieleniu. Albo podczas Sądu Ostatecznego. Albo, albo.
Nagle...
Wszystkie wspomnienia odżyły. Pojawiły się i uderzyły z siłą gromu. Byłam nimi przytłoczona. Zacisnęłam oczy. To, co sobie przypomniałam, sprawiało mi wręcz fizyczny ból.
I wtedy się rozpłakałam.

niedziela, 4 maja 2014

Hania

Dryfuję w morzu uśmiechów. Czuję, jak kołyszą mnie delikatne i ciepłe fale. Góra. Dół. Góra. Dół. Jak cudownie.
Wspaniale się czuję. Oby to się nie skończyło. Boże, pozwól, by to się nie skończyło.
Uśmiech. Uśmiech za uśmiechem. Przeglądam się w jego oczach. Jakiego są koloru? Śmieję się. Wszystko jedno. I tak są piękne. Są moje.
Przygarnia mnie do siebie. Jakie to miłe i niezwykłe uczucie!  Słyszę, jak do mnie szepcze. Jak ja kocham jego głos. Mów do mnie. Jestem głodna twoich słów. Mów do mnie. Uwielbiam cię słuchać.  Przechodzi  mnie dreszcz. Mów do mnie, bo kocham, gdy do mnie mówisz... Mów do mnie, bo cię kocham.
Jak dobrze  jest leżeć w twych ramionach. Przepełnia mnie błogość. Czy to jest niebo? Jeśli tak, to czemu na ziemi istnieje jeszcze zło?
《Haniu...》
Znowu ten głos z zewnątrz.
《Haniu, wróć do nas》
Nie słyszę cię.
《Kocham cię, Haniu.》
Nie słyszę. Nie chcę słyszeć.
Cholera jasna, coś ściąga mnie w dół. I nie mogę się bronić.




-Haniu!
Płacz pomieszany ze śmiechem.
Co się dzieje?
Cdn

Przepraszam Was, że tak krótko dzisiaj, ale obiecuję, że w 2. Części opowiadania tak nie będzie. Ok, lecę, bo:
1) Mam jeszcze 2 blogi do ogarnięcia
2) Kończę czytać Archanioła.
Papapa!!!