Stałam na rynku i byłam wyraźnie zbita z tropu.
-Pytam:Co jest, kuźwa?
Paru przechodniów spojrzało na mnie. Zapewne niecodziennym widokiem była dziewoja obracająca się w kółko i krzycząca na Bogu ducha winnych policjantów.
Stałam rozjuszona. Nie dość, że miałam kaca po wczorajszej bibie, że postaci wokół mnie bladły z każdym mrugnięciem oka (Qrna, czyżbym jeszcze nie wytrzeźwiała?), że jest cholernie gorąco, to jeszcze w dodatku najwyraźniej zgubiłam się w swoim rodzinnym mieście.
-Co jest, kuźwa?!
Zaschło mi w ustach i nogi miałam jak z waty, więc szybko podeszłam do ławki i usiadłam na niej.
Zaraz jednak krzyknęłam, bo ławka zniknęła, a ja wylądowałam na ziemi.
Zaraz też poczułam, że ogarnia mnie słabość.
Odpłynęłam. Zemdlałam.
***
Pierwsze, co poczułam, to żar lejący się z nieba. Zakryłam oczy dłonią i przewróciłam się na drugi bok. Jeśli to jest sen, to przynajmniej chcę go dośnić do końca.
Nie dane mi było jednak długo pospać, bo zaraz ktoś obudził mnie kopniakiem.
-Wstawaj!
Przetarłam wyjątkowo dziś suche oczy i spojrzałam na ową osobę.
Ową osobą był facet. Wyjątkowo zresztą nadobny, lecz to w tej chwili mnie nie obchodziło, bo chciałam się, co i jak.
-Gdzie ty mnie uwiozłeś?!-warknęłam.
Owa osoba był najwyraźniej w kiepskim humorze, bo w jego oczach dostrzegłam coś na kształt agresji.
-Gdzie ty mnie uwiozłeś?-powtórzyłam.-Rozejrzyj się.
Ponieważ słońce mocno świeciło, podniosłam dłoń i przytknęłam do brwi.
Wokół mnie był tylko piasek, wydmy, piasek, wydmy. I nieskończenie daleko umieszczony horyzont. Pustynia!
Spojrzałam na faceta, który tak niegrzecznie mnie obudził. I, niewiele myśląc, ostrożnie się podniosłam. Kurczę, jaki wysoki! Ze dwa metry ma.
Spoglądał mi głęboko w oczy. Nagle wpadłam na pomysł. Trochę rozpaczliwy, ale to był jedyny który przyszedł mi do głowy.
-Ojej, co to takie wielkie?!-wzkazałam w lewo, by odwrócić jego uwagę. Podążył wzrokiem za moją ręką.
I wtedy zaczęłam uciekać. Biegłam przed siebie, nie oglądając się do tyłu.
Ale... W sumie tylko się zmęczyłam, bo dogonił mnie po kilkudziesięciu metrach.
-Co ty wyprawiasz?-wysyczał mi wściekle do ucha i zaczął ciągnąć mnie do miejsca, w którym się obudziłam.
Byłam naprawdę wściekła, mogłabym go zabić.
-Czy powiesz mi wreszcie, jak się tu znalazłam? I co chcesz ze mną zrobić?
Owa Osoba odwrócił się gwałtownie.
-Zabroniono mi o tym mówić.-Wzruszył ramionami.-Ale OK. Masz, co chciałaś.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz